ALLIANZ i jego pseudoobniżka
 Oceń wpis
   
  • Od 1 stycznia OFE zmuszone były ograniczyć wysokość maksymalnej prowizji od pobieranych składek.

    Przez ostatnie kilka lat wszyscy wchodzący do systemu OFE (nie dotyczy starych członków) musieli płacić 7% prowizji od wpłat.

    W ubiegłym roku wyglądało to następująco:

    przy zarobkach na poziomie obecnego minimum

    czyli 1 317 zł, składka wynosiła 96,14 zł, od tej składki fundusz brał 6,73 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 89,41 zł (rocznie odpowiednio wpłata -1 154, prowizja – 81, inwestycja - 1 073, w zaokrągleniu do pełnych złotych).

    Przy zarobku średnim (3 193 zł), składka wynosiła 233,09 zł, od tej składki fundusz brał 16,32 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 216,77 zł (rocznie odpowiednio wpłata -2 797 zł, prowizja – 196 zł, inwestycja – 2 601 zł)

    Osoba zarabiająca limit 30 krotności wpłacała średniomiesięcznieyle 582,72 zł, od tej składki fundusz brał 40,79 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 541,93 zł (rocznie odpowiednio wpłata -6 993 zł, prowizja – 489 zł, inwestycja – 6 504 zł)

    Jedynym wyjątkiem był Allianz. Tu prowizja wynosiła 4%, i to dla wszystkich uczestników programu OFE.

    W ubiegłym roku prowizje kształtowały się w Allianz następująco:

     przy zarobkach na poziomie obecnego minimum

    czyli 1 317 zł, składka wynosiła 96,14 zł, od tej składki fundusz brał 3,85 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 92,29 zł (rocznie odpowiednio wpłata - 1 154 zł, prowizja – 46 zł, inwestycja - 1108 zł, w zaokrągleniu do pełnych złotych). Czyli na konto w Allianz trafiało 35 zł rocznie więcej.

    Przy zarobku średnim (3 193 zł), składka wynosiła 233,09 zł, od tej składki fundusz brał 9,32 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 223,77 zł (rocznie odpowiednio wpłata -2 797 zł, prowizja – 112 zł, inwestycja – 2 685 zł). Czyli 84 zł dodatkowo

    Osoba zarabiająca limit 30 krotności (95 790 rocznie) wpłacała średniomiesięcznieyle 582,72 zł, od tej składki fundusz brał 23,30 zł prowizji, a na konto w OFE lądowało 559,43 zł (rocznie odpowiednio wpłata -6 993 zł, prowizja – 280 zł, inwestycja – 6 713 zł) czyli 209 zł więcej.

    Oczywiście wielkości bezwzględnie nie rzucają na kolana, jednak taka polityka pozwoliła Allianzowi na dość wysoką pozycję w rankingach mimo niezbyt imponujących wyników inwestycyjnych.

    W tym roku nastąpiło obniżenie maksymalnych prowizji od wpłat z 7 na 3,5 procent. Allianz również postanowił być lepszy i obniżył tą prowizję z 4% do 3,45%.

    Policzmy koszty na ten rok dla wszystkich i dla Allianza

    WSZYSCY

    Przy zarobkach na poziomie obecnego minimum czyli 1 317 zł, składka wynosi 96,14 zł, od tej składki fundusz weźmie 3,37 zł prowizji, a na konto w OFE ląduje 92,77 zł (rocznie odpowiednio wpłata -1 154, prowizja – 40, inwestycja – 1 114, w zaokrągleniu do pełnych złotych).

    Przy zarobku średnim (3 193 zł- dla uproszczenia, choć szacunek rządu to 3 146 zł), składka wynosi 233,09 zł, od tej składki fundusz ma 8,16 zł prowizji, a na konto w OFE ląduje 224,93 zł (rocznie odpowiednio wpłata -2 797 zł, prowizja – 98 zł, inwestycja – 2 699 zł)

    Osoba zarabiająca limit 30 krotności (94 380 zł rocznie) wpłaca średniomiesięcznieyle 574,14 zł, od tej składki fundusz ma 20,10 zł prowizji, a na konto w OFE ląduje 554,04 zł (rocznie odpowiednio wpłata -6 890 zł, prowizja – 241 zł, inwestycja – 6 649 zł)

    Allianz

    Przy zarobkach na poziomie obecnego minimum czyli 1 317 zł, składka wynosi 96,14 zł, od tej składki Allianzyle weźmie 3,32 zł prowizji, a na konto w OFE ląduje 92,82 zł (rocznie odpowiednio wpłata -1 154, prowizja – 40, inwestycja – 1 114, w zaokrągleniu do pełnych złotych). Czyli korzyść wynosi 60 groszy (3,37-3,32 przez 12 miesięcy)

    Przy zarobku średnim (3 193 zł- dla uproszczenia, choć szacunek rządu to 3 146 zł), składka wynosi 233,09 zł, od tej składki fundusz ma 8,04 zł prowizji, na konto OFE ląduje 225, 05 zł (rocznie odpowiednio wpłata -2 797 zł, prowizja – 96 zł, inwestycja – 2 701 zł). Faktyczny zysk to 144 grosze

    Osoba zarabiająca limit 30 krotności (94 380 zł rocznie) wpłaca średniomiesięcznieyle 574,14 zł, od tej składki fundusz ma 19,81 zł prowizji, na konto w OFE ląduje 554,04 zł (rocznie odpowiednio wpłata -6 890 zł, prowizja – 238 zł, inwestycja – 6 652 zł). Faktyczny zysk to 348 groszy rocznie....

    Oczywiście miło, że Allianz ma mniejsze prowizje....

    Tyle, że brak pomysłu na ich reklamę......

    Bo hasło w stylu: świetnie zarabiasz, wybierz OFE Allianz – co 25 godzin damy Ci dodatkowy grosz..... wygląda na szydzenie (348 groszy to mniej niż grosz na dobę)...

    Już chyba lepsze jest to dla ubogich...... dodatkowy grosz na tydzień i w każde święto państwowe (akurat będzie 60 groszy)....

    Można proponować inne hasła – zachęcam do ich tworzenia.....

    Nie zmienia to jednak faktu, że osoba, która od 10 lat jest w OFE i dobrze zarabia, ma na koncie około 70 000 zł. Gdyby Allianz zarządzał pieniędzmi o 0,01 % lepiej, to korzyść byłaby 2 razy wyższa niż obecna promocja.....

    Rada dla Allianzu – jeśli chcecie się różnicować w ten sposób, to obniżcie opłatę za zarządzanie do najniższej na rynku....

    A może obniżcie te 3,45% na 2% - znowu klienci będą wiedzieli, że RZECZYWIŚCIE proponujecie coś lepszego......

     

Komentarze (1)
Kilka zdań o O_FERMACH…
 Oceń wpis
   

W jednym z komentarzy pojawiły się dość ciekawe rady i konkluzje:

Sądze, że Pani jest w błędzie ponieważ zmieniając średnio co dwa lata swoje konto w OFE i podążając za najlepiej prosperującym funduszem jedynie pani zyska a nie straci.
Co do 7 % racja jeżeli jest ktoś już bardzo długo zarejestrowany w danym funduszu to przysługują mu ulgi do 4 % jednakże co ze stopą zwrotu? Na to chyba też przydałoby się zwrócić uwagę? Więc jak może Pani twierdzić że zmiana funduszu do niczego nie prowadzi?

Jak podaje Izba Gospodarcza OFE poprawienie zyskowności o zaledwie 0,5% daje 70 PLN do comiesięcznej emerytury - czekając biernie w jakimś holenderskim czy kryptoamerykańskim OFE zyskowności się nie zwiększy - przynajmniej nie na plus.

W moim opowiadaniu o spotkaniu z agentem OFowym  (może nazwijmy go O_FERMĄ) chodziło o zupełnie coś innego. Chodziło o stwierdzenie dość prostego faktu – człowiek UŚWIADAMIA nam potrzebę – a potem za darmo ją realizuje. Jeśli ktoś nam powie, że jest coś nam niezbędne do życia, i jeśli zadziała tak, że mamy to bezpłatnie, to najczęściej tego BEZREFLEKSYJNIE chcemy. I NA TO LICZĄ nasi handlarze OFE czyli O_FERMY.

Oczywiście warto być w tym OFE czy też zmieniać go zgodnie z pewną logiką. I ELEMENTEM TEJ LOGIKI NIE JEST ODWIEDZAJĄCA NAS O_FERMA, tylko pewna strategia działania, w której albo korzystamy z własnej wiedzy, albo korzystamy z usługo specjalisty a nie O_FERMY.

Kto jest dla mnie O_FERMĄ? Handlarz OFE, który jest przedstawicielem którejś z firm działającej na tym rynku, który chodzi i namawia, że ma „najlepszą ofertę na rynku”, „że inne OFE padają”, „że ma wyniki i jego OFE jest najlepsze (np. wyniki z marca 2003)” itp. itd.

Pod wpływem rozmowy z takim O_FERMĄ wiele ludzi zmienia fundusz. Ta zmiana w ponad połowie przypadków, jest zmianą na gorsze (gdyby była dokonywana w kolejnej sesji transferowej byłoby to korzystniejsze). Część ludzi przez WŁASNĄ głupotę przechodzi z niższych opłat pobieranych przez OFE na wyższe.

Po trzech miesiącach – jak tylko O_FERMA zmieni fundusz, to zaczyna namawiać ludzi do przejścia do nowego funduszu, bo teraz on jest najlepszy.

DLA O_FERMY najlepszy jest ten fundusz, który mu płaci. Dla klienta jest tylko 7% gwarancji, że fundusz O_FERMY jest najlepszy. Dlaczego 7%? Bo funduszy jest 14. Więc każdy z nich stanowi 1/14 czyli 7%

A co do strategii zmiany OFE. NIKOMU tego nie zabraniam. WAŻNE by był to ŚWIADOMY wybór podyktowany RACHUNKIEM EKONOMICZNYM, a nie długością spódnicy panny sprzedającej OFE czy ładnym garniturem sprzedawcy.

Nie chce oceniać opisanej w odpowiedzi strategii. Być może zachęcicie mnie do porównania i oceny wyników OFE, mogę jednak stwierdzić, że propozycja by iść za najszybciej rosnącym mi się niezbyt podoba. Dlaczego? Ano dlatego, że fundusze nie mają nagród tylko kary. W związku z tym fundusz, który jest raczej lepszy od innych, będzie dążył do utrzymania przewagi. Jeżeli gwałtownie poprawi swoje wyniki, to za 3 lata może mieć kłopot z załapaniem się do grupy bezpiecznych funduszy.

W zasadzie mieliśmy 3 fundusze prowadzące specyficzną strategie: Bankowy, Polsat i Allianz.

Krótko je oceńmy:

Bankowy -  jest funduszem, który po pierwszych 2 latach „miał przyjemność” dopłacać swoim klientom z powodu marnych wyników. Te dopłaty „wyrzuciły” fundusz na 2 lata na pierwsze miejsce. Potem nastąpił powrót na same doły. Fundusz nie jest zagrożony kolejną dopłatą, jednak jego wyniki zdecydowanie odstają od pozostałych.

Polsat – to fundusz budowany na średnich spółkach. Jego wyniki to eksplozja w czasie wzrostów i jazda bez trzymanki przy spadkach. Z perspektywy 10 lat można powiedzieć, że strategia ta przyniosła przeciętne wyniki – mimo tego, że wartość jednostki przez wiele lat była TOPOWA. Dodać należy że jest to fundusz najbardziej zagrożony DOPŁATĄ. Jeśli będą ostre spadki na giełdzie, to wyniki za ostatnie trzy lata być może wymuszą DOPŁATĘ. Czyli fundusz o jednej z najwyższej wartości jednostki być może będzie mieć dopłatę. No i być może warto spotkać polsatowego O_FERMĘ i zmienić fundusz zgarniając dopłatę.

Allianz – to fundusz z najmniejszym zaangażowaniem na giełdzie. W czasie dobrej koniunktury jest najgorszym (przez wiele lat jednostka była najtańsza – co prawda fundusz zaczął działać późno, jednak przyczyną niskiej wartości była bardzo konserwatywna polityka). Fundusz ten ma najniższe opłaty – ten czynnik oraz bessa na giełdzie spowodowała, że Allianz jest jednym z najlepszych funduszy 10 lecia. Jest funduszem solidnym – mającym stabilne wyniki. Oczywiście znaczenie najniższych opłat będzie malało.

W drugim poście napisano, że wg Izby Gospodarczej Towarzystw Emerytalnych wzrost stopy zwrotu o 0,5% spowoduje wzrost emerytury o 70 zł na miesiąc. Warto do tej opinii zgłosić kilka zastrzeżeń:
1. długoletnia stopa zwrotu ma cechy postępu geometrycznego więc stwierdzenie, że 0,5% więcej da nam o 70 zł więcej emerytury jest dość wątpliwe matematycznie. Czasem te 0,5 % da 30 zł a czasem 100 zł (jak rozumiem ocena odnosi się do średniej pensji).
2. większość kobiet uzyska emeryturę NIŻSZĄ od obecnego minimum. Więc będziemy, jako podatnicy, dopłacać im do emerytur – i tu stopa zwrotu OFE nie ma znaczenia.
3. Jeśli te 70 zł uznamy za prawdziwe, to trzeba stwierdzić, że 70 zł wyższa emerytura oznacza zgromadzenie na koniec kariery zawodowej aż o 15.000 zł więcej na koncie w OFE. Czyli różnica jest taka jak średnia wpłat przez pierwsze 10 lat. Czyli olbrzymia.
4. SPRAWA NAJWAŻNIEJSZA.
NIKT NAM NIE JEST W STANIE DAĆ GWARANCJI, że zmieniając OFE, zmieniamy go na lepsze. A tego dotyczył mój wpis. Więc to czy jakieś OFE będzie lepsze od innego nie wynika z gadki O_FERMY.

I dlatego trzeba się zastanowić i zmieniać OFE wtedy kiedy WARTO. A nie wtedy, kiedy przyjdzie nas odwiedzić jakaś O_FERMA.

I uwaga na koniec. Mam duży szacunek dla pracy ludzi. Dla tych, którzy prowadzą firmy i dla tych, którzy w tych firmach pracują przy maszynach. Mam szacunek dla agentów ubezpieczeniowych, ale wtedy gdy oferują produkty, które dają określone korzyści. Uważam jednak, że prowadzenie działalności handlowej w ramach OFE niczego nie przynosi klientom OFE, więc powinna być zakazana….

Komentarze (18)
Zmieniam OFE, czyli miejsca powstawania kosztów
 Oceń wpis
   

„Bardzo lubię zmieniać” otwarte fundusze emerytalne. Ilekroć nadarzy się okazja to zapraszam przedstawiciela OFE do siebie i odbywam z nim rozmowę na temat zmiany OFE.

Wizyty te przebiegają podobnie, i gdyby szukać porównania do rzeczywistości, to można stwierdzić, że akt zmiany funduszu przypomina typowy akt miłosny: najpierw gra wstępna, potem część zasadnicza a na końcu błoga rozkosz….

Trochę inaczej wyglądają agenci III filaru. niestety ostatnio nie dzwonią, więc nie mam tu świeżych relacji. Wynika to pewnie z tego, że mamy już wyłącznie multiagentów, oferujących II, III, IV, V i na wszelki wypadek VII filar. Jeśli w najbliższym czasie nie nawinie się żaden III filarowiec, to odgrzeję jakiegoś starego kotleta i opiszę jakaś starą wizytę.

Przychodzi II filarowiec

Kontakt nawiązywano przez telefon. Dziwne, dość dawno nie miałam telefonu w tej sprawie. Zaproponowano wizytę przedstawiciela jednego z największych OFE, i wproszono się na konkretny dzień i godzinę. Mnie nie trzeba przekonywać do takich wizyt. Lubię je bardzo, choć prawdę mówiąc nie myślę o zmianie funduszu.

Początek spotkania, czyli gra wstępna:

Agent OFowy zawsze przychodzi przed czasem. To przed nie jest zbyt nachalne. Po prostu dzwoni do domu kwadrans przed i się pyta czy już może….. Przy pierwszym agencie myślałam, że nie chce się spóźnić, przy drugim, że przynajmniej zna się na zegarku, przy trzecim doszłam do wniosku, że to element strategii – chcą zaskoczyć, trafić w zamieszanie, dać do podpisu i pójść.

Najfajniejsza była mina agenta na początku rozmowy. Ten uśmiech jak z reklamy połączony z kalkulacją w oczach i wyrokiem dotyczący zarobków podczas wizyty: prowizja za zmianę funduszu będzie, prowizja od zgromadzonych środków – niewielka. Trudno by osoba w moim wieku miała wpłacone do OFE 70.000 zł. Raczej będzie to suma, o co najmniej jedno zero mniejsza.

No, ale wchodzimy, siadamy, zgadzamy się na kawę i przechodzimy do gry wstępnej. Na tym etapie agent ma dwa cele wybadać w jakim jestem obecnie funduszu i oszacować mój stan wiedzy. Fundusz chce poznać z prostej przyczyny – chce mi przedstawić wady mojego na tle zalet tego, który ma do zaoferowania. I dobrze wcześniej wiedzieć, które jest moje OFE, bo jak wiadomo, to moje obecne OFE jest do bani, przeciwieństwie do oferowanego przez agenta….

Agent przede wszystkim mi pogratulował, że zdecydowałam się zmienić OFE. Cóż, gratulacje były trochę na wyrost, bo o ile dobrze pamiętam, to zadzwoniono do mnie i mnie usilnie namawiano na spotkanie no, ale wiadomo człowiek jest głupi, a agent myśli za niego.

Potem padło pytanie o moje OFE. Przyznam, że zadane wprost i dość bezczelnie. Agent zyskał przewagę wie, że ma mnie przekonać do dużego funduszu, a ten mój jest raczej lilipuci. Wie też, jaka jest pozycja mojego OFE, i wiadomo, że zaraz wyjmie jakiś dziwny sondaż z parkietu lub wyborczej, który pokaże jak wysoko jest jego fundusz a jak nisko mój.

Potem zapytał, co robię zawodowo. Tu już nie zadał pytania o nazwę firmy, stanowisko, wysokość pensji i premii…. Pozwolił mówić… Cóż powiedziałam, że pracuję w biurze, no i robota jak w biurze. Tu poprosił o dokładniejsze wyjaśnienia i spytał się czy lubię swoją pracę. W odpowiedzi usłyszał, że w biurze, robię to, co w każdym: liczę spinacze, drukuję na drukarce, zaznaczam kolorami, zszywam zszywaczem, chodzę i roznoszę, no i czasem liczę empeki. A ostatnio to trafiłam kolegę z pracy pisakiem między oczy, chociaż celowałam w kogoś innego….Te empeki wzbudziły jego zainteresowanie: To pani liczy bilety komunikacji miejskiej? Agent nie krył zdziwienia i widać było, że jeszcze coś go potrafi w życiu zaskoczyć.

Dopiero po chwili doszłam do wniosku, że miejsca powstawania kosztów skojarzył dość inteligentnie z Miejskim Przedsiębiorstwem Komunikacji…. I pewnie to sprawiło mu wielką radość – ktoś robi coś tak dziwnego….Nie wyprowadzałam go z błędu.

Potem mnie wypytał o II filar, tak trochę pod kątem tego, co wiem lub nie wiem. Na wszelki wypadek raczej odpowiadałam, że nie wiem.

Część zasadnicza była rozczarowująco krótka.

Poznałam wady małych funduszy (czasem dyskusyjne, czasem wymyślone, odnoszące się do wzbudzenia strachu i zagrożenia), no i zalety tych dużych i stabilnych. Ten mój nowy fundusz należy do dużego banku, a jak wiadomo banki to poważne instytucje i wiarygodne (widać nie mieli jeszcze nowych wytycznych dotyczących padających banków – no i widać brak wiedzy, o tym, że środki na OFE nie mogą przepaść). Skrytykowano też konkurencyjny duży fundusz, który właśnie wyprzedzamy, i który jest mniej aktywny, bo podobno wycofuje się z Polski.

Poczułam się dość zażenowana. Bardzo mało dialogu, no i brak tego słynnego wykresu z procentem składanym, z którego wynika, że za 50 lat to mi strasznie kasy przybędzie i o ogólnej szczęśliwości w tym funduszu. Agent wiele mówił, o tym, że w funduszu spadną prowizje od wpłat (zna nawet akty prawne, jednak nie dodał, że tak będzie w każdym funduszu i że są fundusze mniej pobierające już dziś, i o dziwo nie dodał, że może ja już płacę mniej) i że być może spadnie opłata za zarządzanie (tu rzeczywiście duży może więcej, choć w tej chwili to trzeba mieć z 50.000 w OFE by to odczuć). Poopowiadał też o sprawdzaniu stanu konta w Internecie. O dziwo nie tłumaczył, czym jest Internet. Przedstawił pakiety informacyjne (oczywiście wymagana prawem), zasugerował, że będzie moim opiekunem, no i lekko zagaił o III filarze.

Na koniec jeszcze raz przypomniał, że te małe są do niczego i że albo wyjdą z Polski albo ich wykupią. No i że ten mój nowy to jest jak Mercedes wśród małych fiatów. Grzecznie kiwałam głową, choć było mi przykro, bo liczyłam na ten wykres, no i miałam przygotowany kalkulator – by agent mógł to i owo policzyć lub przynajmniej poszukać gdzie jest ON tak ładnie zapytać gdzie się go „WŁANCZA”.

Musiałam właściwie kiwać głową, bo przeszedł do finału.

Finał czyli przerwana błoga rozkosz.

Ludzie nie lubią przerw w pewnych momentach. Na stole znalazło się kilka formularzy do wypełnienia, zostałam poproszona o dowód osobisty i jakiekolwiek dokumenty z poprzedniego OFE.

Zanim je przyniosłam wygłosiłam promienną mowę o nowym funduszu i przywołałam ten fajny przykład z Mercedesem i pokazałam swoją nieukrywaną radość, że będę korzystać z najlepszej z możliwych ofert, tak jak mnie agent zapewniał. Agent grzecznie słuchał, kiwał głową i porządkował papiery. Każdy podręcznik z negocjacji naucza, że jeśli partner zaczyna posługiwać się naszymi argumentami to sukces mamy w kieszeni.

Agent zastygł w momencie, kiedy zadałam oczywiste pytanie: Mój nowy fundusz oczywiście gwarantuje mi najlepsze wyniki, więc jak sądzę, na wszelki wypadek w dokumentach jest DEKLARACJA funduszu, że w przypadku gdyby jednak wyniki nie były najlepsze, to fundusz wypłaci mi na starość, co najmniej tyle ile wynosiłaby wypłata z mojego obecnego?

Agent siedział jak zahibernowany. Nagle najlepszy fundusz stał się tylko prawdopodobnie najlepszym, najlepsze perspektywy stały się prawdopodobnie najlepsze.

W tym momencie przypomniałam Mercedesa i małego Fiata i zadałam proste pytania: czyżby te oczywiste przed chwilą różnice były tylko prawdopodobnymi? Czyli że wśród OFE nie ma aż tak jednoznacznych różnić jak między tymi dwoma samochodami? Czy wasz Mercedes może okazać się jednak małym Fiatem, a mój beznadziejny fundusz jest na tyle dobry, że wasz boi się dać na piśmie to, że jest lepszy?

Agent zadał mi teraz zaskakujące pytanie: To, dlaczego pani chciała zmienić fundusz? Odpowiedziałam, dość szczerze, że dostałam propozycje spotkania z agentem w sprawie zmiany funduszu. Uznałam, ze jestem skłonna zmienić fundusz tylko wtedy jak będę pewna, że będzie lepszy. Dlatego też poprosiłam o stosowny dokument, który mi to gwarantuje. O tym, że jest lepszy, będzie decydować to ile dla mnie zarobi, a nie to, kto o nim dobrze napisze.

Agent zaczął się zbierać. Grzecznościowo stwierdził, że z tymi spinaczami w biurze, to go chyba trochę zbujałam.

Z czego korzystają agenci

Z czego korzystają agenci: z naszej gościnności (nie zadawaj gościowi w domu trudnych pytań), z naszej niewiedzy (wykorzystanie asymetrii informacji) i z braku asertywności (gościowi nie będzie miło jak mu odmówimy). Dlatego też Polacy zmieniając OFE prawie zawsze tracą. W ponad połowie przypadków wymieniają je na gorsze (gdyby zmienili fundusz pół roku później mniej by stracili), no i tracą zniżki za staż w funduszu (wielką bujdą jest to, że opłata manipulacyjna wynosi 7% zdecydowana większość klientów OFE ma lepsze warunki, są to długoletni członkowie OFE).

Jeśli miałeś podobną przygodę – spróbuj ją opisać. Może pomożemy innym.

No i czekajcie na relację z agenta III filarowego, bo to była wyjątkowo fajna historia. Dowiecie się z niej ile to dostanie z kolejnego filarka mój prapraprapraprawnuk.

No i konkluzja: bywają małe Fiaty lepsze od Mercedesów. Kupujcie polskie produkty (ale tylko wtedy gdy są lepsze).

>I na zakończenie: kieruj się w życiu własnymi korzyściami. Oczywiście wtedy, gdy dotyczy to Twojej kasy.

 

 

 

Komentarze (7)
Trzy liczby cz.3 - Bolesny upadek
 Oceń wpis
   

W pierwszej części „przygody z procentem składanym”  dowiedzieliście się, że nasz agent będzie twierdził, że po włożeniu 100 zł na okres 50 lat przy oprocentowaniu równemu 10% otrzymamy 11 739,10 zł.

W drugiej części obliczyliśmy, że realna wartość tych pieniędzy wyniesie 2 677,70 zł. Czyli ponad 4 razy mniej niż nasz szanowny agent obiecywał (i to przy założeniu zaledwie 3% inflacji).

 Teraz czas na rozliczenie podatku Belki, no i oczywiście kosztów zarządzania funduszem.

Podatek Belki jak wiadomo jest równy 19% wartości odsetek. Cóż, niestety przy jego obliczaniu nie jest brana pod uwagę inflacja. Więc w zasadzie efektywna stawka procentowa podatku Belki jest znacznie wyższa niż 19%, a w warunkach wysokiej inflacji, ma on charakter konfiskacyjny.

POPATRZMY NA NASZE 100 zł po OBELKOWANIU

Wzrost wartości 100 zł o 10% rocznie, po 50 latach daje 11 739,1 zł. Od tej kwoty obliczamy 19% podatku (bez naszych 100 zł, czyli faktycznie 19% z 11 639,1) co daje 2 211,4 zł podatku. Czyli po obelkowaniu zostaje 9 527,7 zł, a po podzieleniu przez 438,4 mamy 2 173,3 dzisiejszych złotych.

Dla przykładu wzrost wartości 100 zł o 8% rocznie, po 50 latach daje 4 690,20 zł. Od tej kwoty obliczamy 19% (faktycznie 19% z 4 590,20) co daje 872,13 zł podatku. Czyli po obelkowaniu zostaje 3 818,07 zł a po podzieleniu przez 438,4 mamy 871 dzisiejszych złotych. Oczywiście przyjęłam skrajny wariant oszczędzania, bo mało kto będzie lokował 100 zł na okres 50 lat. Jeśli będziecie oszczędzać przez 40 lat, to……. Policzcie sobie sami…

Czego jeszcze w tej bajce nie ma?

Ano nie ma prowizji funduszy. Czyli fundusz pobiera, co roku od 2% do 3% wartości aktywów, i trzeba to uwzględnić. Oprócz tego będą pobierać opłatę za utrzymywanie was w bazie danych (od kilku do kilkunastu złotych na miesiąc). Dla uproszczenia uznajmy, że fundusz będzie zarabiał 8% rocznie, zaś jego prowizja roczna wyniesie 2 %.

Policzmy: od 8% zarobku odejmujemy 3% inflacji, następnie odejmujemy 2% prowizji funduszu, dalej odejmijmy 1,2% tytułem podatku Belki (19% z 6%, czyli od różnicy między stopą zwrotu funduszu a jego prowizją), mamy: 8-3-2-1,2= 1,8

Jak widać rocznie nasze 100 zł nabierze wartości o 1,8% większej. Czyli po 10 latach będzie to 119,53zł, po 20 latach – 142,87 zł, po 30 latach – 170,78 zł, po 40 latach – 204,13 zł, po 50 latach 244 zł.

Zapamiętajcie więc te trzy liczby:

11 739,1

4 690,2

243

O tej pierwszej opowie Wam agent

O tej drugiej będziecie marzyć

Tą trzecią dostaniecie..

Komentarze (4)
Trzy liczby cz. 2 -- Kto nam ukradł nasze piwo?
 Oceń wpis
   

W poprzednim odcinku przedstawiłam liczbę 11 739,10 zł. Jak pamiętacie z pierwszej części jest to kwotą jaką uzyskamy odkładając 100 zł na 50 lat na 10% rocznie. Poda ją Wam każdy agent. Niestety jak już udowodniłam kwotę tę, ze względu na miraż średniej będzie nam bardzo trudno osiągnąć. Na co więc możemy liczyć?

Dziś przedstawiam druga liczbę - 2 677,70 zł to ta o której będziecie marzyć.

Wykonajmy proste doświadczenie - Za 100 zł można dziś kupić 16 litrów piwa, 15 kg chleba albo 20 past do zębów... Za 11 739,10 zł to tego piwa będzie za 50 lat 1 878 litrów, chleba 1 761 kg, a past do zębów 2 346 tubek…

No tak, za 50 lat dostaniecie tyle piwa, że do końca życia go nie wypijecie, chleba też nie zjecie, a sztuczną szczękę będziecie myli czymś innym… Ale mam dla Was dobrą informację. Nie będziecie musieli wypić tego piwa, dzięki inflacji.

Wyobraźcie sobie zakupy za nasze 100 zł, jeśli założymy, że inflacja wyniesie 3% przez 50 lat. Po 10 latach, na zakupy za obecne 100 zł, wydamy 134,40 zł, za 20 lat będzie to już 180,60 zł, po 30 latach 242,70 zł, po 40 latach 326,2 zł, no i po 50 latach 438,40 zł (chyba, że będziemy już mieć euro;). Czy zaczynacie rozumieć?

Za 50 lat, jeśli super optymistyczne prognozy inflacyjne się sprawdzą, to kupimy tego piwa znacznie mniej. 16 litrów piwa będzie kosztowało już nie 100, a 438 zł. Skorzystajmy więc z prostej proporcji. Jeżeli za 438,4 zł kupimy 16 litrów piwa, to za 11 739,10 uda nam się kupić  tylko 428 litrów piwa (a więc o 1 450 litrów mniej niż obiecał agent),  401 kg chleba, no i 535 tubek pasty. Cóż inflacja zjadła nam sporą część chleba, wypiła masę piwa, no i namyła się zębów….

Dlaczego takie spadki?

Czar procentu składanego odniesionego do inflacji prysł.3% inflacja spowodowała prawie 4,5 wzrost cen. Innymi słowy, nasz 11 739,10 zł (za 50 lat, po 10%) będzie miało siłę nabywczą dzisiejszych 2 677,7 zł. 

Powiecie, że te 2 677, 7 zł ze 100 zł po 50 latach to ciągle wielka kasa….. Marzcie dalej…

W pierwszej części poznaliśmy magiczną 11 739,10 zł. (100 zł zainwestowane na 50 lat da tyle przy wzroście wartości o 10% rocznie). W drugiej pokazałam, że będziecie marzyć o tym, by te 100 zł było za 50 lat warte 2 677,70 zł (przy wzroście wartości o 10% i przy inflacji na poziomie 3%)

Wkrótce czas na brutalną rzeczywistość, czyli część trzecią;) Zapraszam

 

Komentarze (4)
Trzy liczby cz. 1
 Oceń wpis
   

Na pewno debatując z agentem czy doradcą finansowym (przynajmniej z nazwy) widzieliście ten wyborny wykres z procentem składanym. Przypominam go poniżej dzięki uprzejmości strony expandera.

Wykres bazuje na prostej zasadzie, że co roku "poprawiamy się" średnio o równo 10%. Już w słowie "średnio" tkwi pierwszy błąd. Ale zacznijmy od sytuacji modelowej:

Lokujesz w instrument bez podatku Belki 100 zł, przez rok instrument zarabia 10%, czyli 10 zł. Po roku mamy 110 zł. W drugim roku inwestujesz 110 zł, instrument znowu zarabia 10%, czyli 11 zł. Po 2 latach mamy więc kwotę 121zł. Następny rok to ok. 133 zł itd.

Po 10 latach mamy 100 razy 1.1 do potęgi 10, czyli. 259.4. Po 20 - 672,7 zł. Kolejne dekady przynoszą nam odpowiednio 1 744 złotych, 4 525 złotych. W końcu po 50 latach mamy 100 razy 1.1 do potęgi 50, czyli 11 739 zł. Grosze pominęłam - w końcu to model;)

I to jest podstawowa baza kitu doradcy. Podaje on informację, że po 50 latach Twoje 100 zł będzie warte 11 739,1 zł, czyli ponad 117 razy tyle.

Czego nie ma w tej bajeczce, albo może inaczej, kiedy ona będzie prawdziwa?

Otóż będzie ona prawdziwa tylko wtedy, gdy:

  1. fundusz zawsze zarobi dla Ciebie 10%,
  2. nie będzie inflacji,
  3. nie będzie podatku Belki,

Miraż średniej

Zacznijmy od sytuacji, kiedy fundusze ŚREDNIO zarobią 10%. Weźmy pod uwagę kilka przypadków. W pierwszym roku zarabiają 20%, a w drugim 0% - Ile dostaniemy wtedy? 100 razy 1,2 razy 1 da nam 120 zł. Porównajcie sobie z poprzednim przykładem. Zarobimy o złotówkę mniej. Oczywiście zaraz powiecie, że tą złotówkę to możecie dać agentowi za fatygę. Nie tak szybko - Jeżeli tą złotówkę wrzucimy do procentu składanego, i w kolejnych latach założymy, że będziemy mieli zarobek 10% (nie średnio), to po 50 roku zamiast 11 739,1 zarobimy, tylko 11 642,1 czyli o prawie cały procent mniej.

Popatrzmy teraz na przykład recesyjny. W pierwszym roku tracimy 50% w drugim, zyskujemy 70%. Czyli z naszych 100 zł po roku zostaje 50 zł, a w drugim roku mamy wzrost do 85 złotych. Co prawda tylko chłopcy z AIG tak skutecznie inwestują, no ale zobaczcie, średnio wzrosło nam o 10% rocznie - ale zamiast 121 zł mamy 85zł i zamiast 11 739,1 dostajemy 8 246,50.

Tak właśnie recesja ROZWALA procent składany.

Weźmy jeszcze raz fundusz z AIG, tam mają fajne spadki. Fundusz był wart 10zł za jednostkę. Chłopcy poinwestowali i z 10zł zrobili 4zł (czyli spadek o 60%), co będzie jak w przyszłym roku odrobią te 60%? Będziemy mieli 4 zł razy 1,6 czyli 6,40 zł, jeśli kolejny raz zrobią 60% to będzie 10.24 zł. Czyli średnio wzrost był -60%+ 60%+60% = 60% dzielone przez 3 lata = 20% rocznie, ale faktycznie było to około 1%.

Jak widzicie procent składany łatwiutko się rozkłada;

To tyle na dziś. Aha i byłabym zapomniała. Zapamiętajcie pierwszą liczbę 11 739,1. To ta o której powie Wam agent. Jutro napisze o liczbie o której będziecie marzyć.

Komentarze (1)
Ubezpieczenie na życie… - LEPIEJ NIE DOŻYĆ
 Oceń wpis
   

Przez wiele lat olbrzymią karierę robiły różnego rodzaju ubezpieczenia na życie. W pierwszych latach służyły one w zasadzie wyłącznie ochronie życia (by coś zostało rodzinie po naszej śmierci), z czasem rynek dość istotnie się zmienił.

Ubezpiecznie na życie tylko z nazwy

Obecnie są to produkty inwestycyjne z uznaną przez klienta, ale najczęściej bardzo niską częścią ubezpieczenia na życie (np. na symboliczną sumę 8 000 zł ) czy związaną ze stanem zdrowia (znane są niektóre ubezpieczenia gdzie do lekkich chorób zalicza się amputację kończyn, utratę piersi czy nawet nowotwory. Cóż do chorób ciężkich można pewnie zaliczyć wykupienie takiego ubezpieczenia…).

Taka zmiana podejścia sprawiła, że są to dziś wyłącznie produkty emerytalne, bo ryzyko przy wartości 8 000 zł jest marginalne. Z tablic wymieralności wynika, że dla młodych ludzi (do 40-tki) prawdopodobieństwo śmierci jest znikome, i by sfinansować takie ryzyko wystarczy kwota niższa niż złotówka na miesiąc.

Przejdźmy do sedna sprawy.

Za co płacimy?

Jakie składki pobierają fundusze inwestycyjne? Do podstawowych opłat należą:

  • alokacja składki (w pierwszym roku opłacania składki alokuje się od kilkunastu do nawet 95%, potem coraz więcej czasem alokowane jest 100% wpłaty),
  • opłata za zakup jednostek,
  • opłata za zarządzanie funduszem (od 1,5 do nawet 5% wartości aktywów),
  • opłata za ryzyko i zarządzanie (od 1,5 do 3% wartości aktywów),
  • opłata za administrację (czasem 0 zł, czasem ponad 10 zł na miesiąc),
  • opłata likwidacyjna (w pierwszych latach 90% wpłat, ok. 10 roku już wynoszą często 0%),
  • opłata za przekształcenie umowy w bezskładkową,
  • opłata za dodatkową wpłatę.

Większość funduszy reklamuje się za pomocą słynnego rysunku o procencie składanym (pisałam o tym tutaj). (Poniżej rysunek ze strony expandera).

Źródło: expander.pl

Zawsze zastanawiam się, co się na tym wykresie dzieje, kiedy przekroczymy magiczne 40 lat płacenia składki. Wykres po 30 lat umowy nabiera takiej dynamiki, że nasuwa się pytanie, czy po 45 latach umowy nie zacznie być regularnym kołem. Gdyby tak pożyć 120 lat, to byśmy byli najbogatsi na świecie.

Ten wykres przypomina skocznię narciarską, i chyba to porównanie do Małysza, jest jedynym sensownym.

W rzeczywistości wygląda to mniej interesująco. Czy znacie jakiś instrument finansowy, który jest, bezpieczny i przyniósł około 20% zwrotu? Chyba nie. A w rzeczywistości jeśli od tych 20% zwrotu odejmiecie koszty funduszu, opłaty za ryzyko, opłaty administacyjne  i uwzględnicie inflację i realny wzrost płac, to by Was znokautować nie trzeba wcale Was walić Belką..... A powyższe czynniki zawsze powinny być brane pod uwagę. Chcecie chronić pieniądze, realnie i nominalnie, ale też chcecie by pracowały przynajmniej zgodnie ze wzrostem waszych zarobków.

Gdy się wartość urealni, to zamiast skoczni pojawi się raczej tor dla łyżwiarzy szybkich, płaski i bez wzrostów.

 

Czy każde uzbezpiecznie na życie jest złe?

Internet w istotny sposób wpływa na fundusze oferujące wieloletnie produkty oszczędnościowe. Z jednej strony opłaty zaczynają spadać (coż łatwo je porównać, o ile ma się świadomość, ze istnieją), a jeśli siądziecie z doradcą przed komputerem, to nietrudno jest znaleźć inne produkty. Z drugiej strony pojawia się rozsądna tendencja do zmniejszania składki stałej i umożliwienia wpłat dodatkowych, często bez opłat. Zmieniają się też zwyczaje dotyczące urealnienia wpłat, tu powoli decyduje klient.

Coraz częściej pojawiają się też polisy bez definiowania terminu umowy, zakładające możliwość niskokosztowej rezygnacji z polisy.

Zmianie ulega też polityka inwestycyjna. To klient decyduje o strukturze aktywów. Wymusza to na ubezpieczycielach dbałość o kadry i jest zjawiskiem bardzo pozytywnym. Jeśli fundusz chce byśmy raz do roku porozmawiali z doradcą, to musi zapewnić doradcy stabilne warunki pracy. A stały doradca, zna naszą rodzinę, jej problemy i potrzeby. I to jest chyba jedyna szansa na stworzenie układu : klient – doradca – firma zarządzająca…. No ale to dość daleka perspektywa.

Zmian tych trudno nie nazywać pozytywnymi. Ludzie zaczynają bardziej racjonalnie oglądać produkty finansowe i mało, kto jest w stanie zgodzić się na nominalny spadek wartości polisy w pierwszych latach, co zdaniem agentów jest „naturalne”.

Jeśli do średnio 5% opłaty wstępnej doliczymy 3% opłaty za zarządzanie funduszem i dodamy 3% za jakieś ryzyko (ciekawe, czym ryzykuje ubezpieczyciel? może wpadką szefowej, bo prawdopodobieństwo śmierci młodego człowieka to wartości zbliżone do promila), i policzymy niewielkie opłaty stałe, to wyjdzie nam, że:

JEŚLI FUNDUSZ BĘDZIE MIAŁ Z INWESTYCJI 10% na czysto, to MY wyjdziemy w tej zabawie na 0.

Jeśli fundusz nie zarobi NIC, to będziemy prawie 8% w plecy.

No a jeśli wartość jednostki pójdzie w dół, to tracimy jeszcze bardziej.

I tu niewielki wniosek: bez względu na WYNIKI inwestowania, fundusz zarobi ZAWSZE (jak zarządza lepiej to więcej, jak źle to mniej). MY mamy szansę na zarobek tylko, gdy fundusz radzi sobie bardzo dobrze.

Dlaczego nasze fundusze są takie pazerne?

Oficjalnie tłumaczą to tym, że są na dorobku, i mają niewielkie aktywa (dziwnie w czasie hossy prawie nikt opłat nie zmniejszył – mimo miliardowych inwestycji milionów naiwnych).

W praktyce jednak żerują na naszej zaściankowości wmawiając nam, że to, co polskie to bezpieczne. Czyli bezwzględnie korzystają z głupoty ludzi, którzy chętnie zapłacą za własną głupotę. I nawet nie ma sensu się dziwić.

Komentarze (12)
Mądre inwestycje... - czyli Bauera ciąg dalszy
 Oceń wpis
   

Dzisiejszy wpis jest odpowiedzią na komentarz pod moją wypowiedzią o procencie składanym .

Oczywiście nie neguję opowieści o Scocie Bauerze. Co prawda brak mi w niej informacji czy inwestował sam, czy też pokrywał koszty działania agentów i funduszy. Znając życie pewnie nie, więc było mu zdecydowanie łatwiej. Bo gdyby miał pośredników, to pewnie by umarł mając 100.000 dolarów na koncie. Czego mi jeszcze w tej historii brakuje? Kolejnych świadectw osób, które odniosły sukcesy.

Przecież klienci, którzy będą mówili: wpłacałem tu i tu systematycznie dużo pieniędzy, dziś na emeryturze mam zdecydowanie więcej - zrobiłem świetny interes, to żywa reklama dla ubezpieczających na życie z funduszem inwestycyjnym.

Aż dziw bierze, że na każdym bilbordzie w tym kraju nie ma uśmiechniętej babci mówiącej, że wpłacała przez 20 lat (to już przecież mamy 20 lat wolnej gospodarki) po 100 zł miesięcznie, a teraz do śmierci będzie otrzymywać dodatkową emeryturę w wysokości tylu i tylu złotych.

My ciągle jesteśmy na poziomie opowieści o Bauerze…… (może na świecie jest już ktoś drugi?)

Nie neguję tej opowiastki. Jest ona jednak wykorzystywana przez cynicznych handlarzy marzeniami, zwanymi agentami i doradcami. Chodzi o to, że historie, jak to można się dorobić odkładając systematycznie małą kwotę pieniędzy, na którą teoretycznie każdego stać, są perfidnie wykorzystywane przez osoby określające się mianem doradców finansowych...

Do czego???…Do namawiania do zakupu wszelakich produktów przez nich oferowanych. A to już uważam za wielce niestosowne, żeby nie powiedzieć, że jest to zwykłe nabijanie ludzi w butelkę, granie na ich naiwności, głupocie i „chwilowym (mam przynajmniej taką nadzieję) zaćmieniu umysłu”.

Trzeba rozróżnić oszczędzanie od inwestowania.

Dla mnie jest jasne, że jeżeli ktoś zarabia kiepskie pieniądze, czy jest mało kompetentny to powinien inwestować w siebie, a nie w produkty, na które być może go po prostu nie stać.

Popatrz na klasyczny produkt inwestycyjny: wpłacaj po 100 zł, a Twoje dziecko na studiach będzie mieć zapewniony start w życiu (jest to często powtarzany przez doradców slogan). Jeśli te 100 zł zostanie odłożone kosztem rozwoju dziecka i jego zdolności, to zebrana suma pozwoli podjąć jedynie płatne, zaoczne studia i w sumie wyjdzie drożej…..

Podobnie z kompetencjami zawodowymi – lepiej czasem wydać 3 000zł na rok, by zrobić chociażby studia podyplomowe, a potem dostać 200zł podwyżki i mieć lepsze widoki na inną robotę, niż odkładać po tej stóweczce.

Ja inwestycję rozumiem, jako lokowanie zasobów w celu uzyskania korzyści (czyli żeby osiągnięte po zakończeniu okresu inwestowania środki były realnie wyższe niż wkład początkowy). I wybaczcie, inwestować można w tysiące rzeczy, czy nawet ludzi. Tymczasem przez rynek finansowy jesteśmy traktowani jak idioci, którzy mają dać kasę, którą obracać będzie ktoś inny. Jeśli mu dobrze pójdzie, to on na tym świetnie zarobi, a my trochę, a jeśli jego inwestycje będą nic nie warte, to zmieni nazwę funduszu (ciekawe czemu fundusze, które ze 100 zł zrobiły 30 zł, najczęściej się łączą z innymi i powtarzają operacje zmiany nazwy), a my po latach dostaniemy 10 zł…..

A przecież mamy na starość dysponować bezpiecznym kapitałem, i ten kapitał może mieć wymiar intelektualny (jesteśmy specami), rodzinny (ustawiliśmy dzieci), majątkowy (mamy hektary, które dzierżawimy, czy też wynajmujemy mieszkania) czy w końcu zdrowotny….

Podpisywanie wieloletnich umów na systematyczne wpłaty dużych kwot pieniędzy skutecznie utrudni nam zwiększanie w/w kapitałów…..

Ale wróćmy do inwestycji finansowych

Najczęściej inwestujemy długookresowo, mamy wtedy szansę na zwrot zainwestowanego kapitału. Pomyślmy więc, jaką to intratną inwestycją jest lokowanie środków w funduszach inwestycyjnych przez osoby, które nie mają pieniędzy na bieżące funkcjonowanie, po prostu nie starcza im od pierwszego do pierwszego.

Takie osoby powinny zaoszczędzić (nawet włożyć do skarpetki, czy na dobry ROR) tą przysłowiową stówkę niż wydać ją na fundusz, bo skoro i tak cierpią na permanentny brak gotówki to będą ją musiały skądś pozyskać. I co się wtedy dzieje?? Co robią, gdy potrzebują nagle gotówki?? Oddają taki fundusz do wykupu (i jak się zapewne każdy domyśla ze stratą w krótkim okresie) lub się zadłużają na karcie kredytowej i płacą 20% odsetek.

I ja tu broń Boże nie zniechęcam do inwestowania, ani do zakupu jednostek funduszy inwestycyjnych. Tylko róbmy to z głową. Najpierw odłóżmy – zaoszczędźmy kwotę, która zapewni nam kilkumiesięczną egzystencję. Potem zróbmy wieloletni przepływ gotówki w kilku scenariuszach, a dopiero potem myślmy o dywersyfikacji portfela i lokatach czy funduszach (ale tylko za tą część pieniędzy której nie będziemy pilnie potrzebować), co sprytniejsi i mający zmysł mogą nawet kupić inne produkty.

I myślące logicznie osoby, mające podstawowy zasób wiedzy tak robią. tylko, że one nie korzystają z usług pożal się boże doradców finansowych.;)

Niestety doradcy najczęściej doradzają osobom, których kompletnie nie stać na inwestowanie, które omamione wizją świetlanej przyszłości niczym w amerykańskim filmie powierzają pieniądze doradcom, po czym za chwilę pożyczają w PROVIDENCIE.Sprzedając fundusze, w rzeczywistości handlują marzeniami. Marzeniami o Bauerze…..

 

 

Komentarze (2)
Jak się lansują doradcy?– procent składany
 Oceń wpis
   

W sieci krąży historia Scotta Bauera byłego listonosza amerykańskiego, który w 2002 roku postanowił przejść na emeryturę, kiedy zobaczył na koncie kwotę 2 milionów dolarów.

Scott Bauer przez 47 lat wpłacał do funduszy inwestycyjnych 1 dolara dziennie. Powstaje pytanie: W jaki jednak sposób uzbierał 2 miliony, skoro rocznie odkładał tylko 365 dolarów? Otóż takie pomnożenie kapitału było możliwe dzięki procentowi składanemu.

Jest to historia, na którą często powołują się pseudodoradcy inwestycyjni.

Czego nie napisał nam nasz „kochany doradca”?

W USA być może taki numer by przeszedł. Cóż możecie też inwestować w USA, choć się tym specjalnie nie chwalcie.

Jak by wyglądało życie Pana Bauera w Polsce, gdyby inwestował w krajowe fundusze?

Zacznijmy od podobieństw i różnic. Nasze fundusze pobierają niezwykle wysokie w stosunku do innych krajów opłaty za zarządzanie, oraz porównywalne z innymi krajami opłaty za zakup jednostek. Tworzą też rewelacyjne konta ubezpieczeniowe z funduszem kapitałowym, gdzie oprócz w/w opłat pobierają opłatę administracyjną (stałą) i za ryzyko (zmienną). Ale po kolei.

Opłaty za zakup jednostek zależą od rodzaju funduszu i wpłacanej kwoty. Wynoszą one od 6% w przypadku niskich kwot wpłacanych na ryzykowne, fundusze akcyjne, po 0% wtedy, gdy kupujemy albo fundusze pieniężne albo trzymamy się z dala od doradców, i inwestujemy za pomocą platform internetowych.

Pomyślmy, macie kupić mleko w sklepie…. Korzystacie z pomocy płatnych doradców? Chyba nie. Załóżmy jednak, że w sklepie poprosicie o dobre mleko…..

Co zrobi sprzedawca – poleci mleko, które się kiepsko sprzedaje lub to na które ma najwyższą marżę – Wasz doradca inwestycyjny zrobic najczęściej do samo - poleci wam taki fundusz na którym jego zarobek będzie największy

Załóżmy, że jesteście już po zapłaceniu opłaty za zakup funduszy (straciliście pierwsze 5 %), teraz posiadacie już własne jednostki uczestnictwa.

Co robi fundusz?

Korzysta z procentu składanego! Tak jak u pana Bauera, tylko w drugą stronę.

Fundusz pobiera opłatę roczną za zarządzanie. I tu jesteśmy mistrzami świata. Gdyby Pan Bauer inwestował na krajowych warunkach, to z jego fortuny wiele by nie zostało.

Jakie są te opłaty? Od około 1,5 % nawet do 5%. To tylko od 3 do 10 razy więcej niż pobierają OFE, i tylko od 50% do 250% więcej niż podobne produkty na świecie.

Załóżmy, że pan Bauer płacił 5% opłaty wstępnej i 1% za zarządzanie. Co się stało z jego pierwszym dolarem? Ze 100 centów, po 47 latach zostało pobranych 41 w formie prowizji.

Gdyby oszczędzał w krajowych funduszach i płacił 5% za zarządzanie po 47 latach zostałoby mu pobrane ponad 91 centów w formie prowizji.

Lub inaczej w USA zostałoby mu 59 centów z zainwestowanego dolara, a w Polsce prawie 9 centów...

Oczywiście zaraz ktoś powie, że fundusze przecież zarabiają, obracając gotówką. Może i tak. Np. spece z AIG w ciągu roku wyobracali kasą tak, że z 10 zł wartości jednostki zostały 4 zł. Choć oczywiście jest to przykład tendencyjny i jest kilka funduszy, które w dłuższym okresie dalej są na plusie.:)

A o inwestowaniu w ubezpieczeniowym funduszu kapitałowym napiszę jutro…

Komentarze (4)
Pseudodoradcy inwestycyjni
 Oceń wpis
   

W ostatnim czasie, jak grzyby po deszczu, rośnie nam nowe pokolenie pseudodoradców inwestycyjnych.

Kilka lat temu pojawił się nowy zawód - doradca inwestycyjny. Osoba określana tym mianem zawsze podpowiadała takie rozwiązania, żeby "wyjść na swoje", o czym brutalnie przekonali się klienci. Doradca pobierał marże, a klient ponosił straty. Wydawało się, że zawód ten przeszedł obecnie do lamusa. Tymczasem w bieżącym roku pojawia się nowa grupa specjalistów od wyciągania marży od naiwnych klientów. Ci nowi pseudodoradcy zainteresowali się doradzaniem w okresie bessy. To najlepiej o nich świadczy. Zabrali się za robotę nie wtedy, kiedy można było w niej zarobić, tylko wtedy, kiedy ich usługi nikogo nie interesują. Są, więc jak jaskiniowcy z epoki kamienia łupanego, rolnicy z kosą, czy komuniści z sierpem i młotem.

Mają jedną wspólną cechę - porażają wszystkich własną głupotą. Na początku walą z grubej rury. Przyrównują się do "Warrena Buffeta", jednego z najbogatszych ludzi na świecie. Porównanie jest sensowne, potrafią sobie nawet wyobrazić siebie samych z takim rachunkiem bankowym. Ale w drugim zdaniu wypowiedzi podają: "Nigdy nie inwestowałem na giełdzie". Czyli tak samo, jak Warren, tylko, że na odwrót. Podają przykłady inwestycji w miliardach dolarów, mając w kieszeni najwyżej sto złotych dzień po wypłacie, oraz sto pięćdziesiąt tysięcy długu w banku. Ja nie wiem, czy Warren ma długi w banku, bo jeśli ma, to podobieństwo jest jeszcze silniejsze.

Nieustannie twierdzą, że na bessie można zarobić. Ciekawe ile zainwestowali sami. Jakoś unikają prezentacji własnych sukcesów inwestycyjnych. Pewnie w portfelu mają pięć tysięcy akcji Mewy - co po przeliczeniu na złotówki da nam całe pięćdziesiąt złotych (no bądźmy uczciwi to pół bańki starych, czyli 500.000). Albo może zarobili trzysta procent. Z jednej złotówki zrobili cztery. Opisują ile to zarobili w hossie. I jest to o tyle zastanawiające, że zamiast zarobionymi na hossie pieniędzmi bawić się z dziewczynami na Hawajach, chodzą do roboty, w której ledwo wyciągają średnią krajową.

Trochę to dziwne, że widząc takie świetne perspektywy dla doradcy inwestycyjnego nie wystrzelą się ze swojej beznadziejnej, nieciekawej i niskoopłacanej pracy, tylko siedzą w niej i frustrują się. Uważam, że uczciwy doradca inwestycyjny powinien jasno przedstawiać swoim klientom własną sytuację majątkową. Podać ile się zarobiło na giełdzie, ile w funduszach, ile z marży na klientach, ile się ma długu w banku, ile na karcie kredytowej, a ile w kasie zapomogowo-pożyczkowej, no i ile kasy ciągnie od rodziców i od dziewczyny...

Co prawda wykształcenie nie jest w życiu ważne. ..Mamy wielu wykształconych idiotów w firmach, mamy idiotów lekarzy, czy nie znających historii historyków, ale dobrze by było, by doradcami inwestycyjnymi byli ludzie, których wiedza ekonomiczna nie pochodzi wyłącznie z kursu "Jak sprzedać naiwnym fundusze", tylko by była podparta wiedzą chociażby na poziomie szkoły średniej w zakresie ekonomii - w końcu chodzi o pieniądze (Twoje pieniądze). Lansując nieustannie i natarczywie, co gorsza własną działalność głoszą śmieszne hasła w stylu: Wiedza plus doświadczenie = sukces... Najgorsze, że obserwując ich na polu zawodowym nie widać ani wiedzy, ani doświadczenia. Cóż można jednie przytoczyć inną myśl: doświadczenie zwiększa naszą wiedzę, ale nie zmniejsza naszej głupoty.

Komentarze (2)
O mnie
maria.waclawik
Zawód - zamiłowanie do tabelek, wszelakich zestawień i analiz
Najnowsze komentarze
2010-04-28 16:19
RobertGosc:
Jak się lansują doradcy?– procent składany
Coś tu z tym procentem składanym nie gra. Ta historyjka to opowieść panów Novision którzy[...]
2010-04-09 12:46
ofedlaciebie:
ALLIANZ i jego pseudoobniżka
No proszę, po blisko rocznej przerwie antyinwestor reaktywacja ;) z chęcią poczytam kolejne[...]
2010-04-06 22:22
antydoradca:
Trzy liczby cz.3 - Bolesny upadek
To wszystko zależy jak liczysz.... Albo inaczej czego nie liczysz. Tak czy inaczej ta[...]
Archiwum
Rok 2010
Rok 2009